Cieszymy się jak dzieci na każdą informację o kolejnych osiągnięciach przybliżających nas do kosmicznych lotów. Ogólnie rzecz biorąc – lubimy latać. Ale czy powinniśmy się tym tak ekscytować?
Kupujemy bilety lotnicze do Anglii – najbardziej sztampowy, najnudniejszy rejs świata – i niezdrowo się tym ekscytujemy. Przynajmniej niektórzy z nas. Czy nie powinniśmy wówczas zadać sobie pytania, czy powinniśmy zachowywać się przed podróżą jak małe dziewczynki na widok nowego modelu lalki Barbie?
Czy ekscytowalibyśmy się tak bardzo, gdybyśmy kupowali bilet na przejazd autobusem? W takim przypadku westchnęlibyśmy raczej ciężko, zmęczeni samą perspektywą podróży. A przecież nie musimy się do niej przygotować tak uważnie, jak do lotu, kiedy to na lotnisku musimy przejść istną gehennę, aby dostać się do samolotu. Kontrole, opłaty, kontrole, opłaty, kontrole – a do autobusu po prostu wsiadamy. Mimo wszystko, to loty nas kręcą, a nie przejazdy.
Szczerze mówiąc – wcale a wcale nam to nie przeszkadza, bowiem wszystko ma swój powód. Kiedy kupujemy bilety lotnicze, wiemy, że wkrótce czeka nas coś niesamowitego: wzbijemy się w powietrze. Oszukamy naturę, krótko mówiąc, i to w sposób, jaki nie był znany tysiącom pokoleń przed nami. Jeśli mamy się czymś martwić, to raczej zupełnie odwrotnym zachowaniem: znużeniem lotami.
Nie chcielibyśmy przed każdym przelotem wzdychać ciężko i myśleć o nim nie jak o przygodzie, a jak o smutnej powinności. Nie chcielibyśmy, żeby loty nam spowszedniały. To najbardziej ekscytująca forma podróży – nawet jeśli dość monotonna pomiędzy jej najciekawszymi częściami, czyli startem i lądowaniem. Jeśli się nią znużymy, i to jeszcze przed upowszechnieniem się lotów w kosmos, co nam pozostanie? Czym będziemy mogli się cieszyć?
Mimo uciążliwości z tym związanych, uwielbiamy latać – i mamy nadzieję, że tak pozostanie.
foto: NASA